Chelsea 4:0 Bolton Wanderers 2009-10-28, Puchar Ligi
Kolejny pokaz świetnej gry i łatwe zwycięstwo - tak jednym zdaniem można podsumować spotkanie z Boltonem Wanderers w ramach rozgrywek Pucharu Ligi.
Podopieczni Carlo Ancelottiego nie dali żadnych szans swoim rywalom, rozbijając ich niemalże w pył. Horror ekipy gości rozpoczął Salomon Kalou, a zakończył Didier Drogba, strzelając czwartą bramkę dla The Blues. Już w sobotę ponownie zmierzymy się z drużyną Garyego Megsona i Chelsea jest zapewne ostatnim zespołem w tej chwili, z którym ci chcieliby się zmierzyć.
Zacznijmy jednak od początku. Włoski menadżer na mecz z Boltonem dał odpocząć kluczowym graczom jak John Terry, oglądający ten spektakl z wysokości trybun oraz Frank Lampard, który zasiadł na ławce rezerwowych. Od pierwszych minut zagrał natomiast Daniel Sturridge i dawno nie widziany w koszulce Chelsea, Alex.
Już na samym starcie to my przejęliśmy inicjatywę i wydawało się, że strzelenie bramki to tylko kwestia czasu. Tak też było, bowiem do siatki w 14. minucie gry trafił Salomon Kalou, który wykorzystał świetne dośrodkowanie Paulo Ferreiry, występującego na lewej stronie obrony. Reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej precyzyjnym strzałem głową skierował futbolówkę tuż przy słupku bramki i wyprowadził londyńczyków na prowadzenie.
Nie minęło dziesięć minut, a było już 2:0 za sprawą gola Florenta Maloudy, który, bądź co bądź, padł w dość szczęśliwych dla nas okolicznościach. Z lewej strony boiska Salomon Kalou wrzucił piłkę na głowę francuskiego pomocnika, ta po jego uderzeniu odbiła się od obrońcy Boltonu i znów zawędrowała do Maloudy, z tym, że ten był już o wiele bliżej ustawiony bramki i nie miał problemów z podwyższeniem wyniku.
Piłkarze Chelsea schodzili na przerwę w znakomitych nastrojach, a te poprawiły się jeszcze bardziej w drugiej odsłonie. Trzecią bramkę dla zespołu ze Stamford Bridge w 67. minucie strzelił Deco. Portugalczyk dostał piłkę od Joe Cole'a i stojąc na 12 metrze od bramki rywala, posłał ją obok bezradnego golkipera przyjezdnych.
Wydawało się, że to będzie już koniec katuszy graczy Garyego Megsona, ale tych na minutę przed zakończeniem pojedynku dobił wprowadzony w drugiej części gry Didier Drogba, który wygrał pojedynek główkowy z defensorem Boltonu i z kilku metrów umieścił piłkę w bramce, dopełniając dzieła zniszczenia.
Mimo, że nie strzelił bramki, to był teatr jednego aktora - Joe Cole'a. Anglik zaliczył dwie asysty i mógłby jeszcze więcej, gdyby jego kapitalne podania wykorzystał Daniel Sturridge, a swoimi zagraniami piętką wprawiał publiczność zgromadzoną na stadionie w zachwyt. Na pochwały zasługuje także Deco, który swoim fantastycznym przeglądem pola przyprawiał rywali o niemały ból głowy. Na plus także powracający po kontuzji Alex, który był tego wieczoru murem nie do przejścia dla napastników Boltonu.