Dziennikarz radiowy stacji BBC London 94.9 co jakiś czas dogłębnie analizuje mecze z udziałem Chelsea. Clive Walker, bo o nim tu mowa, pokusił się tym razem o ocenę ostatniego pojedynku z Arsenalem.
Przekonajcie się, co miał do powiedzenia na temat tego widowiska były gracz The Blues (w latach 1976-84)...
Sposób gry był bardzo podobny do tego na Emirates Stadium, gdzie Chelsea mocno się broniła i wychodziła z kontratakami. To samo uczyniliśmy na Stamford Bridge, co raczej rzadko zdarza się drużynie, grającej na własnym obiekcie. Pozwoliliśmy Arsenalowi posiadać piłkę w środkowej strefie boiska, ale ich przedzieranie się pod naszą bramką stało na niskim poziomie. Strategia na ten mecz działała. Taktycznie Chelsea była bardzo dobra.
Słuchając wypowiedzi Arsene'a Wengera po meczu, można było zauważyć, że jest rozczarowany i nie jestem zaskoczony, że zaczął trochę jęczeć. Szczególnie w drugiej odsłonie gry widzieliśmy go szalejącego przy linii bocznej i wymachującego rękami w powietrze, więc nic dziwnego, że po spotkaniu wyglądał na rozgniewanego i rozczarowanego i zaczął marudzić na temat paru decyzji sędziowskich i taktyce Chelsea. Jestem zaskoczony, że powiedział, iż ta miała mało wspólnego z grą w piłkę. Są przecież jeszcze inne sposoby gry. Nie można grać tylko po ziemi, słodkimi podaniami i przy tym jeszcze nie faulując. W piłce tak samo liczy się gra fizyczna jak miły dla oka futbol, polegający na ciągłym atakowaniu. To nie może być tak doskonałe i dlatego jestem zdumiony, że użył taktyki Chelsea jako argumentu swojej porażki.
Zwycięstwo w dużej mierze zawdzięczamy Didierowi Drogbie jako naszej ofensywnej sile. On absolutnie uwielbia grać przeciwko Arsenalowi i strzela więcej niż nie i był w we właściwym nastroju, często mówi się o stanie umysłowym Didiera, przejął kontrole nad swoimi poczynaniami w napadzie. To nie był Drogba z meczu z Hull, w niedzielę to był niesamowity Drogba. Jego gra była wspaniała, co pokazała pierwsza połowa, bo w drugiej widzieliśmy już defensywną Chelsea.
Ashley Cole był świetny, John Terry niesamowity, nie ujmując również nic Ricardo Carvalho. Branislav Ivanović znalazł się na celowniku Arsenalu, szczególnie w pierwszej części, kiedy Gael Clichy często zapuszczał się pod nasze pole karne lewą flanką, ale Serb pokazał swoją siłę i wykonał swoją robotę. John Obi Mikel w zasadzie zrobił, co mu kazano jako defensywnemu pomocnikowi. Nie próbował zagrywać jakiś trudnych piłek, nie robił niczego specjalnego, nie mieszał się do ataków drużyny, po prostu zajął się grą defensywną. Czasami był mało zauważalną postacią na boisku, ale był wsparciem dla czwórki grającej za nim i ci razem utworzyli dla Arsenalu istną ścianę w niebieskich koszulkach, z czym było ciężko naszym rywalom. Jego pozycja była bardzo dobra i był niezwykle zdyscyplinowany. W przeszłości bywało tak, że nie był i wtedy robiło się dziura. Przeciwko Arsenalowi był niesamowity.
Petr Cech także był niesamowity, ale piłki zagrywane przez graczy Arsenalu były jak najbardziej do wyłapania i przejęcia. Nie był pod ciągłą presją, ale popisał się kilkoma świetnymi obronami. Nie mogłem jednak zrozumieć sposobu dogrywania piłek przez Arsenal. Mieli parę rzutów rożnych w pierwszej połowie, ale w polu karnym nie mieli nic do powiedzenia. Chelsea była znacznie lepsza pod względem fizycznym i Cech bez problem radził sobie ze wszystkimi dośrodkowaniami. Między słupkami wyglądał na pewnego siebie.
Arsenal próbował to później zmienić, ale Chelsea się nie dała. W momencie, kiedy Nicklas Bendtner pojawił się na murawie, Chelsea już ze wszystkich sił nie pozwalała Arsenalowi na strzelenie bramki. Nie angażowaliśmy się już tak w grę w ataku. Anelka i Drogba na 15 minut przed końcem czekali tylko na długie podanie od kolegów i przetrzymywali futbolówkę z dala od naszego pola karnego. Po prostu nie mogłem sobie wyobrazić Arsenalu zdobywającego gola. Pokryliśmy szczelnie wszystkie obszary boiska i ci nie mieli jak się przedrzeć. Ivanović i Ashley Cole blokowali dostępu przez skrzydła i Arsenal nie mógł znaleźć rozwiązania. Gdyby po prostu wykopywali piłkę przed siebie ile sił w nogach John Terry i Ricardo Carvalho nie mieliby najmniejszych problemów z jej wybiciem. Jak tylko Chelsea wyszła na dwubramkowe prowadzenie, powrót Arsenalu do meczu stał się dla mnie nieosiągalny. Tego dnia mało widoczny w akcjach ofensywnych był Frank Lampard, którego lubimy oglądać w przodzie, ale trzeba wziąć pod uwagę taktykę i jak Carlo Ancelotti nakazał mu grać. Zagrał bardzo zdyscyplinowane spotkanie, nie angażując się w grę w ataku, a skupiając się bardziej na zadaniach defensywnych. Kiedy zapuszczał się pod bramkę rywala, zaraz szybko wracał i zatrzymywał akcje Arsenalu. To był świetny występ w nieco innym wydaniu. Rozczarował mnie Michael Ballack, to był jeden z tych dni, w których w ogóle nie wychodziły mu podania. Jednak, ogólnie rzecz biorąc, Chelsea kontrolowała przebieg meczu w sposób, w jaki Carlo Ancelotti chciał.
Data: 08.02.2010, 17:07 Autor: Ex Źródło: chelseafc