Niebieski punkt widzenia: Belletti w Chelsea zupełnie "out of blue!”
Doprawdy nic nie zapowiadało, że na samym finiszu letniego okienka transferowego do naszego Klubu dołączy prawy obrońca FC Barcelony Juliano Haus Belletti. Trwająca miesiące telenowela z Danielem Alvesem zniechęciła już każdego do jakiegokolwiek zakupu na tą pozycję. Jednak działacze Chelsea sprawili kibicom nie małą sensację kupując z zaskoczenia wręcz ofensywnie usposobionego defensora „Dumy Katalonii”.
Tegoroczne transfery piłkarzy z „Kraju Kawy” to dopiero druga przymiarka Klubu do brazylijskich piłkarzy i... ponownie inwestujemy w defensywę! Pierwszym Brazylijczykiem w Chelsea był Emerson Thome, który występował na środku obrony CFC razem z Frankiem Lebouefem w sezonie 1999/2000.
Długo chodziła za mną inicjatywa napisania kilka słów o Brazylijczyku, który był na ustach całego świata strzelając na Stade de France zwycięską bramkę w finale Ligi Mistrzów 2006. I choć zniechęcał mnie brak czasu ów Belletti wszędzie za mną chodził. Kiedy więc otrzymałem najnowszy numer „Chelsea Magazine” ze zdjęciem naszej małej brazylijskiej kolonii na okładce, cóż innego pozostało mi zrobić? Wszelkie wątpliwości rozwiała bramka z wyjazdowego meczu przeciwko Wigan Athletic, fenomenalna zresztą!
Zobaczmy więc, co też ciekawego można przeczytać w wywiadzie z Bellettim (i Alexem, ale tego pana zostawmy na inną okazję).
Zacznijmy od sławnego już gola w meczu z Arsenalem (przepraszam, uśmiechnąłem się), kiedy Brazylijczyk został mistrzem Europy (brzmi nieźle):
„Jako dla piłkarza to był najważniejszy moment mojego życia. Nie zacząłem meczu i przegrywaliśmy schodząc na przerwę. Twarze piłkarzy w szatni mówiły wówczas wszystko. Nie wiedzieliśmy wręcz co się właśnie wydarzyło, ponieważ mieliśmy 11 piłkarzy na boisku, a Arsenal przez większą część pierwszej połowy grał w „dzięsiątkę” i... prowadził! Wszedłem na boisko na 20 minut przed końcem meczu, ale bez jakiegokolwiek przeczucia, że coś strzelę. Moim zadaniem jest bronienie, więc bramka była dla mnie niespodzianką. Po mecz piłkarze i sztab Barcelony szaleli ze szczęścia w szatni – to chyba normalne jeżeli właśnie wygrałeś Ligę Mistrzów. Wszyscy mi mówili >>Belletti, czy ty zdajesz sobie sprawę co właśnie zrobiłeś? Dzięki twojemu golowi jesteśmy mistrzami Europy! To wielki moment w historii klubu!<< Ale ja potrzebowałem kilku minut w samotności, żeby to wszystko sobie uporządkować, pozbierać. Więc ponownie poszedłem na płytę boiska, gdzie było pusto i cicho. Dzięki temu mogłem o wszystkim pomyśleć i poczuć to w sercu”.
Teraz trochę inny gol, jesteśmy na Camp Nou wiosną 2005 roku. Damien Duff właśnie dośrodkowuje piłkę w pole karne Barcelony, faza pucharowa Ligi Mistrzów:
„To był naprawdę dobry mecz. Niektórzy z najlepszych piłkarzy na świecie grają dla Barcy i Chelsea, więc jest zawsze wspaniałą sprawą, kiedy te zespoły się spotykają. W 2005 roku wygraliśmy na Camp Nou i przegraliśmy w Londynie 2:4. Ja? No cóż, strzeliłem bramkę samobójczą w pierwszym meczu. Myślę, że to chyba Duff był tym, który dośrodkowywał, a ja chciałem wybić. Ale piłka się odbiła i... wpadła do bramki. Na szczęście nikt mi tutaj tej bramki jeszcze nie wypomniał, bardzo uprzejmie (śmiech)!”
Mistrz świata!
„Byłem częścią zespołu, który wygrał MŚ 2002. Ale zagrałem tylko w jednym meczu, przeciwko Turcji w półfinale. Ale nadal mogę powiedzieć, że byłem częścią tego zespołu! I nie ukrywam, jestem z tego bardzo dumny!”
Który tryumf ważniejszy?
„Osobiście, Liga Mistrzów ze względu na to, co wydarzyło się w meczu. Ale w kwestii przynależności do zespołu, wygranie Mistrzostwa Świata to coś znacznie lepszego, to jest turniej, w którym uczestniczą najlepsze zespoły, piłkarze, trenerzy! Ale następną moją ambicją jest wygranie Ligi Mistrzów z Chelsea, ponieważ wiem ile to znaczy. To największa klubowa rozgrywka w Europie i jedna z największych na świecie. Chelsea jej jeszcze nie wygrała, a dla takiego zespołu to coś bardzo ważnego!”
O transferze do Chelsea:
„To była mała niespodzianka i dla mnie. Byłem w kinie z moim bratem, który jest także moim agentem. Jego komórka zadzwoniła, więc wyszedł, aby odebrać. To było wtorkowe popołudnie. A już w środę w nocy byłem w Londynie! Przyjść do Chelsea, to wielki krok dla mnie! Tak jak w Barcy, tutaj jest wielu światowej klasy piłkarzy. Nazwa Chelsea jest teraz bardzo mocna w piłkarskim świecie. Nie przestałem myśleć o tej decyzji. Kiedy usłyszałem, że Chelsea chce mnie w składzie, poniedziałek >>tak!!<<”
Życie w Londynie, pogoda w Anglii?
„Mam dom w Chelsea, więc już się osiedliłem. Bardzo lubię Londyn i nawet pogoda jest niespodziewanie ładna! Ludzie mówili mi jak brzydka aura tutaj bywa, ale obecnie jest tutaj pięknie. Ale to futbol, a nie pogoda, są przyczyną, dlaczego tutaj jestem. Szczęśliwie, że jest tutaj dużo ludzi mówiących po portugalsku. Portugalczycy mówią trochę inaczej niż Brazylijczycy, ale to działa jak z Anglikami i Amerykanami. Mówię też po hiszpańsku, a i Lampard i Makélélé są płynni w tym języku, co bardzo pomaga. Mam nadzieję, że mój angielski szybko się poprawi, przykro mi, że na razie jest tak słaby!” (wywiad przeprowadzony dzięki pomocy tłumacza)
Styl gry Bellettiego?
„Grałem na środku pomocy do 2000 roku, kiedy byłem w Sao Paulo. Trener potrzebował piłkarza do gry na prawej obronie na początku sezonu. Powiedziałem mu więc, że mogę pomóc, ale zagram na prawej obronie tylko w tym meczu. Ów mecz odbył się na Maracanie, a my wygraliśmy 2:1, obie bramki padły po moich dośrodkowaniach z prawej strony. Teraz moja mentalność jest defensywna, zawsze. Ale jeżeli jest to możliwe i trener jest z tego zadowolony, chętnie atakuję. Tak grają brazylijscy obrońcy – spójrz na Cafu i Roberto Carlosa, to jest brazylijski styl!”
Cały wywiad z Bellettim i Alexem można przeczytać w listopadowym numerze Chelsea Magazine.